W nieco przedłużony listopadowy weekend w dniach 9-11 listopada przeprowadziliśmy wyprawę nad Bałtyk. Ekipa składała się z trzech osób płci męskiej: Marcin (kierownik), Damian (główny obserwator ze względu na najlepszy wzrok) i Paweł (kierowca). Wyprawa rozpoczęła się w sobotę rano (200). Ruszyliśmy w kierunku Warszawy, która jak się okazało w sobotę o 430 rano, wcale nie jest zatłoczona. O 6 dotarliśmy do miejscowości Pniewo i to był pierwszy przystanek. Wioska w ostatnim okresie wzbudzająca emocje u Polskich ornitologów ? powód wiadomy sowa jarzębata. Jeszcze ciemno, łyk kawy i czekamy na jakieś światło. W piątek nigdzie żadnej wiadomości czy  jest jeszcze czy już sobie gdzieś poleciała nie było.  Marcin cały czas sprawdza w internecie i jest na stronie www.birdwatching.pl pojawiła się informacja, Jarzębata jest w sąsiedniej wiosce – Lutobrok. Ruszamy, dojeżdżamy i co dalej. Wyjeżdżamy na żwirową drogę za zabudowę wsi i dalej czekamy. No trochę się rozwidniło 640. Rozglądamy się, może gdzieś zobaczymy, jest!!! siedzi na czubku drzewa jakieś 500 m od nas. Siedzi na lipie rosnącej w środku gospodarstwa, tuż przy zabudowaniach. Mamy szansę dokładnego pooglądania ptaka łącznie z polowaniem w odległości około 10 m od nas. Na razie nie ma nikogo, ale to szczęście nie trwało długo. Zaczęli się zjeżdżać najpierw jeden, potem dwóch następnych, a potem kolejni, czas uciekać. Kierunek Mierzeja Wiślana. Teraz nastąpiła część krajoznawcza: zamek w Ciechanowie, zamek w Działdowie, Pola Grunwaldu. No, jesteśmy na Mierzei. Wizyta w porcie w Kątach Rybackich dała nadzieję na obrączki. Rybacy chwalili się nimi rybacy, ale dać nie chcieli. Następny przystanek port w Krynicy Morskiej, bez rewelacji. Kolejny miejsce godne odwiedzenia to punkt liczenia Drapolicza. Niestety tu pustki (nie licząc 4 obserwatorów). Schodzimy nad morze w poszukiwaniu perkoza rogatego i obrączek na mewach. Perkoza nie było, ale była alka, pływająca blisko brzegu foka oraz 3 śnieguły. Następny punkt programu to obóz sowiarski. Pierwsza kontrola siatek godzina 18, sów sporo, ale same uszatki (my czekamy na, jak tu mówią, błotnicę). Idziemy do siatek, błotko ładne przy dojściu, może błotnica jednak będzie. W siatkach znów kilka sów, jedną z nich wyciąga Marcin (dumny jak paw). W obozie okazuje się, że jest błotnica (uszatka błotna). Można się było przekonać, że faktycznie ma żółte oczy (uszatka ma pomarańczowo-czerwone). Przy następnej kontrolo wpada jeszcze uszatka z estońską obrączką. Dziękujemy ślicznie za gościnę i jedziemy spać do pensjonatu, po drodze zatrzymujemy się jeszcze pooglądać w światłach reflektorów pasącego się przy drodze pięknego daniela.

Drugi dzień eskapady

Niedziela 715 już na plaży,odczytujemy kilka obrączek ?zaliczamy? perkoza rogatego otrzymujemy od rybaka w prezencie obrączkę szwedzką z alki i dalej na drapolicza. Pod wieżą ma być rozłożona siatka, w sobotę leciały mocno czeczotki, może będą dalej leciały i złapie się czeczotka tundrowa. Nic z tego czeczotek zaledwie kilka, za to dopisały ?drapole? w zaledwie godzinę kilaka krogulców, błotniaki zbożowe, myszołowy zwyczajne i włochate. Przelatywały także spóźnione grzywacze czy wczesne jemiołuszki oraz klucz około 150 żurawi. Pod wieżą spotykamy ekipę z górnego śląska.

Wymieniamy numery telefonów i ustalamy warunki współpracy. Która ekipa zobaczy coś ciekawego, melduje to drugiej. Idziemy nad morze, znów dwie odczytane mewy i następny punkt programu – ujście Wisły ? rezerwat ?Mewia łacha?. Prawie biegiem po piasku 3 km, bo już późno i za chwilę zajdzie słońce i wtedy nic nie zobaczymy. Docieramy do Mewiej Łachy, tutaj z ciekawszych: siewnice około 300, biegusy zmienne około 50, 2 bieliki, szlachary, przelatujące gęgawy i gęsi zbożowe. Ekipa ze Śląska zameldowała o dwóch berniklach obrożnych w Ptasim Raju i świergotku, który mógłby być świergotkiem nadmorskim. Wracamy do samochodu, na Ptasi Raj już za późno. Dalej jazda na Hel.

Poniedziałek 7 rano ? Hel ? port. Damian wypatrzył mewę bladą siedzącą na plaży przy fokarium. Zaczęło się świetnie, ale do pełni szczęścia brak mew z obrączkami to niemiłe zaskoczenie. Zjawia się ekipa ze śląska, no to na cypel, w poszukiwaniu biegusa morskiego, świergotka nadmorskiego lub innej rzadkości. Przeglądamy brzeg i patrzymy w dal. Ptaków morskich niewiele, są daleko małe stadka uhli, merkaczek, czy lecących alek.

Wracamy do portu, wsiadamy w samochód i pomału kierujemy się na południe. Przed nami kolejne przystanki w obrębie półwyspu helskiego. Przystanek pierwszy Jurata molo, brzeg zatoki wyłożony kamieniami nadzieja na biegusa. Następny przystanek Jurata morze. Tu ciśnienie podniosła nam młoda mewa mała wzięta początkowo za trójpalczastą. Jastarnia port ? 4 odczytane mewy. Jastarnia lądowisko poszukiwanie świergotka nadmorskiego bez efektu. Ruszamy do portu we Władysławowie. I nagle elektryzująca wiadomość ekipa ze śląska obok lądowiska widziała czeczotkę tundrową. Wracamy, po czeczotce nie ma śladu.

Władyławowo ? port, niestety ptaków bardzo mało. Czwarta z minutami wsiadamy w samochód kierunek Częstochowa.

Łącznie widzieliśmy : ?.gatunków i odczytaliśmy 12 obrączek.

Autorem relacji jest Paweł Hermański

 

to 1454657_704121779598900_648491111_n 1457524_704122412932170_1181346720_n 1466151_704122359598842_1042796507_n 1454799_704122326265512_1581662113_n 1461880_704122286265516_1631198371_n 374501_704122232932188_186404752_n 1391917_704122092932202_624417689_n

P1390493 P1390497 P1390499 P1390500 P1390512 P1390513 P1390568 P1390592

Categories: relacje z wypraw

Leave a Reply


Twitter updates

RSS not configured

Sponsors